Wyszukiwarka

" A na starość, kto Ci szklankę wody poda?". Czy dzieci są dobrą inwestycją na starość? . Czy można je traktować w tych kategoriach?.

2014-03-08 16:34:53, komentarzy: 0

 

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie treść dyskusji pod artykułem Małgorzaty Święchowicz z Newsweeka, zamieszczony na Portalu Onet. Nie będę odnosił się do treści samego artykułu, choć sam wstęp, jest bardzo kontrowersyjny, odnosić się może do treści bloga. Cytuję" Dzieci, to największe szczęście, tylko zimni i cyniczni karierowicze ich nie mają. A na starość, kto ci szklankę wody poda? – słyszą ciągle bezdzietni. Żyją pod presją jak podejrzani odmieńcy". No właśnie chciałbym skupić się na słowach" A na starość, kto ci szklankę wody poda". Ponieważ znając życie i przypadki te "negatywne" oczywiście z życia Mieszkańców Domów Pomocy Społecznej , nie tylko mam doświadczenie i wiedzę, aby się do nich odnieść. Ponieważ treść tego artykułu można rozpatrywać w różnych wariantach i na różne sposoby w zależności czego się oczekuje od swych dzieci i prawdziwych przyczyn ich nieposiadania ( niekiedy bardzo przykrych).  Skupiam się zapewne na osobach starszych, którzy twierdzą, że dzieci nie potrafią się odwdzięczyć, im za wielką pracę i trud, jaki włożyli w ich wychowanie. To jest właśnie powodem dyskusji nad sensem ich posiadania. Nie wiem, czy należy i powinno się ten problem rozpatrywać w kwestii błędów wychowawczych . Ja bym raczej i jest to moje zdanie rozpatrywał bardziej w kwestii dawanego własnym dzieciom przykładu w  naszym postępowaniu.  W  stosunku do własnych rodziców, dziadków, babć. Zanikanie rodzin wielopokoleniowych sprzyja temu, że dzieci nie mając przykładu nie wiedzą tak naprawdę , jak zaopiekować się swymi rodzicami. My sami powinniśmy być dla nich wzorem. I, jeśli ten wzór nie zadziała, wtedy zastanawiajmy się nad tym, gdzie popełniliśmy błędy. Jak może dziecko, być dobrym synem, czy córką, kiedy widziało stosunek własnego ojca lub matki do opieki nad swymi rodzicami i podawania tej przysłowiowej szklanki własnym rodzicom , a dziadkom naszych dzieci. Nie oczekujmy,  że nasze dzieci nam ją podadzą. I nie jest to istotne, czy pozwoliliśmy naszym rodzicom pójść do Domu Pomocy Społecznej , bo się uparli, czy sami ich tam oddaliśmy wbrew ich woli. Samo oddanie rodziców do Domu Pomocy Społecznej nie jest czymś nagannym i jak to się słyszy zasługującym na potępienie w społeczeństwie. Właśnie jestem wrogiem takiego stawiania sprawy, bo jest to niekiedy i można powiedzieć w przeważającym rozmiarze bardzo krzywdzące dla tych dzieci. Ja bym odróżnił oddanie z wyrachowania od oddania z miłości i ulżeniu w cierpieniu i samotności. Nie jesteśmy niestety niekiedy w stanie fachowo pomóc tej starszej osobie, niekiedy przez swą niefachowość zadajemy jej więcej bólu i cierpienia. Odwiedzając ją w placówce pomocowej, prowadząc długie rozmowy dając jej, po prostu miłość , szacunek i oddane, dajemy jej więcej niż fachowo przygotowany personel. Bo tego po prostu, choćby bardzo chciał dać nie może. W tej na wstępie wspomnianej dyskusji wokół dzieci chodzi zupełnie o coś innego. Internautka -jannaa pisze -"Urodziłam dwóch synów, kochałam ich i kocham najbardziej na świecie.... Teraz jestem sama, mąż mi zmarł, a synowie w swoim życiu nie mają miejsca dla matki; od wielu miesięcy nawet nie zadzwonią. Dzieci, to nie jest inwestycja na starość. Nie żałuję, że ich urodziłam, dali mi wiele szczęścia. Miałam w sobie taki szczególny rodzaj miłości, którą chciałam obdarować maleńkiego człowieka. Ale przecież każdy człowiek jest inny. " Inna Internautka pisze cytuję: "Po śmieci męża musiałam wynająć moje mieszkanie, żeby spłacić długi i wyprowadziłam się na wieś. Mój 33 letni syn, który mieszkał ze mną i nie płacił za nic oraz nie dokładał się do zakupów, musiał się wyprowadzić. Obraził się na mnie, bo nie było mnie stać, żeby nadal utrzymywać jego i jego narzeczoną. Kupili sobie mieszkanie, ale nie rozmawiają ze mną. Starszy syn mówi tym samym głosem co młodszy. Wychowałam pasożyty. Nie urodziłam dzieci dla siebie, muszę sobie sama poradzić w tej sytuacji. Dzieci czasami błądzą, żeby coś zrozumieć muszą trochę pożyć na własny rachunek. Definitywne odcięcie pępowiny, kiedy dziecko jest dorosłe, jest dla niego bolesne. Czas jest najlepszym lekarstwem w sytuacji, kiedy emocje sięgają zenitu. Daję, im i sobie czas. Mam nadzieję, że kiedyś wszystko się zmieni. Kocham ich i tęsknię, ale na razie jest jak jest. Pozdrawiam serdecznie". Kolejna Pani pisze: Marta57:" Jestem w podobnej sytuacji. Syn przestał telefonować, wnuki także nie. Są dobrze sytuowani. muszę pracować, bo emerytura nie wystarcza, wobec tego lub, mimo to ciągle słyszę ,że powinnam przyjechać ( do Niemiec ) i w domyśle być szoferem, kucharką , sprzątaczką i znikać jak duch, rozpływać się ,kiedy synowa i syn wracają z pracy. Jestem lekarzem i lubię swoją pracę. Mimo rozmaitych przypadłości związanych z zaawansowanym wiekiem nikt nigdy nie zapytał mnie, czy czegoś nie potrzebuję -,a ta przysłowiowa szklanka herbaty -, to kpiny.
Obiektywnie dobrze wychowywałam Syna-, ale wpływ na niego mam nie tylko ja. " Jedna z moich koleżanek powiedziała, że dzieci odwiedzałyby ją, gdyby w progu stał bankomat i sypał pieniądze." Powiedzmy, ile w tych wypowiedziach żalu, goryczy i rozpaczy. Niech podsumowaniem dla opisanych problemów tych dwóch Pań będzie wypowiedź Pani Klary do Marta57: "od początku popełniałaś błędy, teraz, za to płacisz...cóż tu winić dzieci, tak je wychowałaś! Wychowywanie, to nie tylko dawanie kasy!, a już tekst o "niewtrącaniu" świadczy, że nawet nie podejmowałaś próby wychowania, rozmowy...skąd twoje dziecko miało wiedzieć, że postępuje źle?????? Mnie moi rodzice niewiele dali w sensie materialnym, nawet nie mogli mi dzieci popilnować (rozumiem tę niemożność), ale rozmowy, miłości i zwyczajnej życiowej mądrości zawsze miałam od nich mnóstwo :) :) Moi rodzice zawsze i do dziś "wtrącali się" w moje życie i chwała, im za to!!! Kocham Was, mamuś i tatku!!!! I, aby zakończyć te cytaty przedstawiam ostatni napisany przez syna w formie apelu"- "ar" pisze: "Drogie Babcie (szczególnie) i Dziadkowie. Niestety, jestem zdania, że większość tych sytuacji, to Wasza, w dużej mierze, wina. Jeśli żyje się tylko i wyłącznie problemami (również wychowawczymi) własnych, dorosłych dawno, dzieci i nie ma żadnego pomysłu na życie tzw. emeryta, to tak już będzie (: Moja mama też żyje tylko tym, że wychowuje wnuka i pomaga córce i niczym innym. Z jednej strony, to babcia-wzór, matka-Polka, z drugiej, jednak strony - osoba, która nie potrafiła wprowadzić córki (syna) w samodzielne życie i radzenie sobie z wychowaniem dziecka i samodzielnym życiem mężatki. Najbardziej kochamy takie babcie, a cierpią najbardziej, kiedy zaczynamy odcinać pępowinę. Niej jest to zbyt optymistyczna wypowiedź, choć wolbym napisać inną. Pozdrawiam wszystkie oddane wnukom Babcie :)" No i doczekaliśmy się odpowiedzi dlaczego tak jest. Jako rodzice robimy coś , co nie jest do zaakceptowania, niekiedy przez młodych i my i oni zrozumieją ten problem, ale musi nadejść na, to odpowiedni czas. My musimy się stać zależni ,w opiece, a oni sami muszą mieć dorosłe dzieci i ukochanych wnuków. Wtedy być może się zrozumieją przyznają sobie rację, że postępowanie każdego mogło być inne, a problemów byłoby mniej. Nie traktował bym, jednak dzieci w formie inwestycji na starość, ze względu na opiekę, bardziej jako inwestycję ogólnospołeczną, aby na starość miał, kto pracować na naszą emeryturę. Bo na razie mamy dość słabe perspektywy, by nasze emerytury były takie, które pozwolą nam na samodzielną starość bez patrzenia na dzieci. Choć miło nam będzie jak córka, czy syn nam tę przysłowiową herbatkę poda, nie patrząc na wielkie odwzajemnienie. Fajnie będzie jak odwiedzą nas nasze wnuki i coś nam poopowiadają abyśmy byli bardziej szczęśliwi. I nieistotne dla nas będzie, wtedy , czy to będzie we własnym domu, domu naszych dzieci, czy Domu Pomocy Społecznej. Ważne ,żeby przy nas byli, pamiętali o rodzinnych uroczystościach, abyśmy czuli ich bliskość. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy dzisiaj , ale jak z doświadczeń starszych osób wynika pracujemy na, to dzisiaj, bo wszystko , co materialne i potrzebne nam do życia możemy kupić, ale miłości i szacunku nie kupimy za żadne pieniądze. Pamiętajmy o tym.
A może myślimy inaczej .(m.f)


 

« powrót

Dodaj nowy komentarz