Wyszukiwarka

"Czcij ojca swego i matkę swoją." czyli o odwzajemnianiu trudu włożonego przez rodziców w wychowanie swych dzieci.

2014-03-15 12:27:00, komentarzy: 0

 

W dzisiejszym moim tekście, chciałbym w odniesieniu do poprzedniego, oddać głos tym, od których oczekuje się podania tej przysłowiowej szklanki wody, czyli dzieciach. Aby nie teoretyzować oprę się na wypowiedziach dzieci , opiekującymi się starymi schorowanymi rodzicami, z komentarzy pod Blogiem Darii Loferskiej " Wyznania pomagających"(Onet.blog/http://blog.onet.pl/40224,3,archiwum_goracy.html).

Zanim przejdę do moich rozważań nad przewodnią myślą zawartą w moim Blogu, przytoczę jedną z wypowiedzi, która jest mi bardzo bliska z moich osobistych doświadczeń. " Przykra starość "A Z cytuję: Starość jest bardzo przykra... dla wszystkich: osoby starszej i otoczenia. I tu można przyznać wszystkim wypowiadającym się rację. Jestem tą osobą, która kiedyś zgorszona była umieszczaniem swoich bliskich w domach pomocy społecznej. Ale i mnie dotknęła ta sama sytuacja. Z mamą zawsze żyłam w przyjaźni, choć ona nie zawsze zachowywała się w porządku wobec mnie i mojej rodziny. Mój mąż "zabrał jej córkę", moja córka była jej uczuciową konkurencją, a ja żyłam po to , aby ona mnie miała dla siebie. Mimo, to zabierałam ją na wszystkie urlopy od lat 20-stu i starłam się, aby była szczęśliwa. Jest schorowaną osobą: ma cukrzycę, nadczynność tarczycy, chorobę Parkinsona, kamienie w woreczku żółciowym. Ostatnio kamień utknął w przewodzie żółciowym i trafiła do szpitala. Po 10 dniach wyszła jako osoba niezdolna do samodzielnego życia, leżąca, a dotąd mieszkała sama i za Boga nie chciała się zgodzić na nasze wspólne zamieszkanie, choć istniały do tego warunki, no, bo "jakby mogła się pozbyć z domu rozsypującego się starego, nieużywanego biurka, a zezwolić abym postawiła tam swój mebel z ubraniami".
Prosto ze szpitala zabrałam ją do siebie. Mój brat całe życie nią się nie interesował, choć materialnie został przez rodziców wyposażony (a ja w ogóle nie), a teraz, po prostu się na nią "wypiął". Mama jest u mnie od miesiąca i życie stało się koszmarem. Woła mnie do siebie do pokoju w najdrobniejszych sprawach np. ma przygotowane picie i lekarstwo do zażycia koło siebie, ale, mimo to ja je mam podać i wodą napoić. Początkowo kazała się karmić, choć miała obydwie ręce sprawne. Stale mnie do siebie wzywa, a to boli noga, a to wyprowadzić trzeba do toalety (z trudem wstaje z łóżka i, poza tym w ogóle nie chodzi), kładąc się każe mi podnosić i kłaść swoje nogi do łóżka. Ale, jeżeli mnie nie ma pod ręką potrafi się sama położyć i dobrze okryć. Podaję jej 4 razy dziennie insulinę ( godz. 7, 12, 17, 21), więc trudno wyjść z domu cokolwiek załatwić, nawet zakupy. Jest pampersowana, ale życzy sobie, aby za każdym razem ją wyprowadzać do wc. Trzeba także ją podcierać, podmywać. Zapytana, czy ją to nie krępuje - mówi "niee", a czy to lubi - mówi "taak". Gotować muszę do smaku, bo inaczej nie zje, a przecież dodatkowym utrudnieniem jest dieta cukrzycowo-żółciowa. Koszmarne są noce, ponieważ mama wysypia się w dzień (mimo moich protestów), a w nocy budzi się co dwie godziny i woła mnie krzycząc na cały dom. Przesypiam w nocy po 3 -4 godziny, w dzień "chodzę przez to po ścianach" nieprzytomna i znerwicowana, a oprócz tego muszę opiekować się moją półtoraroczną wnuczką (co mi akurat nie sprawia trudności). Kocham moją mamę, ale mimo moich uczuć mam dość i jestem u kresu wytrzymałości. Więc rozumiem tych co nie chcą swoich bliskich oddać do zakładów opieki, ale także i tych, którzy decydują się na coś takiego. Jeśli o mnie chodzi jeśli ta sytuacja długo jeszcze potrwa, to albo ja wcześniej prze moją mamą umrę, ale zdecyduję się oddać ją do zakładu, bo żyję w ciągłym stresie i nie mam jednej chwili wytchnienia.- koniec cytatu. No właśnie z jednej strony w poprzednim Blogu opisywałem oczekiwania rodziców, a w tym tekście zawarta jest cała prawda o rzeczywistości, która nas spotyka, kiedy pozostajemy z schorowanymi niepełnosprawnymi rodzicami , których bardzo kochamy i czujemy nasz obowiązek zaopiekowania się nimi aż do śmierci. Trzeba jednak zwrócić uwagę , także na fakt wynikający z jednej powyższej wypowiedzi. Oczywiście, jeśli jesteśmy jedynakami sprawa jest prosta. Gorzej wygląda sytuacja, kiedy jest i inne rodzeństwo, które ma także taki sam obowiązek w stosunku do swych rodziców. Jednak pozostaje  jak ja, to nazywam "ofiara ", która zajmuje się rodzicami z wielu względów. Wiele jest pretekstów, aby uwolnić się od opieki przez pozostałe rodzeństwo, a to niepisany zwyczaj ,że zobowiązany jest do tego najmłodszy z rodzeństwa, a to, że rodzice wyróżnili , któreś z dzieci majątkowo i teraz mają obowiązek zaopiekowania się nimi, wspólnota w zamieszkaniu. Jak to łatwo powiedzieć: Tobie rodzice dali......., to opiekuj się teraz. Tylko odbiegając już od obowiązku spoczywającego na każdym z dzieci, nie rozumienie tego, co to znaczy ta 24 godzinna opieka. A jeszcze pogodzenie jej oczywiście z pracą zawodową. Wiem coś o tym, brak możliwości dysponowania własnym czasem, skupienie swej całej uwagi na rodzicu , którym się opiekujemy. A dla pozostałego rodzeństwa nie powinno być rozgrzeszeniem tylko to , że od czasu do czasu odwiedzą rodzica, pogadają jak, im ciężko i pójdą do swego zacisza domowego. Nie spytają siostro , bracie, a może chciałbyś, czy chciałabyś odpocząć, to my mamę czy tatę zabierzemy do siebie lub zamieszkamy z, nim na chwilę a ty weź urlop i odpocznij, odreaguj od tej sytuacji bycia w ciągłej dyspozycji na każde wezwanie. Jest to, jednak jak znam życie rzadkość. Najczęściej ten , który pozostał musi sobie dać z tym radę. Wiele osób przychodzących do nas z zapytaniem o warunki zamieszkania w Domu , znajduje w nas osobę do zwierzeń jak to, im ciężko, samym opiekować się ojcem, czy matką. Oprócz tego ,że jest to jakaś okazja do wyrzucenia z siebie żali na swe rodzeństwo, jest też formą uspokojenia własnego sumienia. Bo tak naprawdę nie jest to łatwa decyzja. Wydaje mi się, jednak, kiedy łączy się ona z brakiem siły i bezradnością łatwiej ją podjąć. Może i dlatego też ze względu na złe postrzeganie takich decyzji w naszym otoczeniu, odwlekamy ten moment do praktycznie ostatniej chwili. Chociaż na pewno nie jest to jedyna motywacja do podjęcia takiej decyzji, niekiedy decydują też względy materialne. Renta , emerytura matki, czy ojca jest jedynym źródłem utrzymania całej rodziny. Ale, to już inny temat. Zawarte w poprzednim tekście oczekiwania rodziców, w stosunku do własnych dzieci w zakresie opieki na starość są niekiedy brakiem właściwej oceny jak ta starość może wyglądać. Każdy z nas powinien wkalkulować w swą starość możliwość spędzenia swych ostatnich lat, dni , chwil swego życia w specjalistycznej placówce opiekuńczej. Nie wymagajmy od swych dzieci, aby stosowały przepraszam za porównanie " znachorskie metody opieki i pielęgnacji". Osobiście wolałbym mieć na ten okres zapewnioną specjalistyczną opiekę w zakresie leczenia, opieki i pielęgnacji oraz przedłużania aktywności w przygotowanej do tego placówce. Chciałbym jednocześnie mieć praktycznie przy sobie swych bliskich, którzy nie z obowiązku, bo tak wypada, lecz z potrzeby serca będą mnie odwiedzać, a jak będę mieć jeszcze siły, to chętnie przywitają mnie w swym domu. Niech to będzie, chociaż w te świąteczne najbardziej rodzinne dni. Jest, to może jeszcze moja daleką przyszłość, chociaż tego nie można przewidzieć. Tylko będąc w temacie i widząc dwie sprawy, starzejący się wyż demograficzny i brak polityki państwa , samorządów w rozwój własnej infrastruktury Domów lub tworzenie preferencji dla tych, którzy chcą zainwestować własne pieniądze w budowę i uruchamianie Domów. Ponieważ brak nakładów na utrzymanie własnej infrastruktury Domów, może doprowadzić w efekcie do ich ruiny i utracie standardów. Opieka jest to, bowiem droga sfera działalności państwa samorządów, a przy tym nie przysparzająca takich splendorów dla władzy jak inne inwestycje. Tak naprawdę to sami podcinamy sobie gałąź, na której zamierzamy usiąść. Odbiegłem trochę od tematu, chociaż wszystko, co napisałem jest z, nim bardzo mocno związane .Powrócę, jednak do tego tytułowego IV Przykazania, które jest przestrogą: naród, w którym młode pokolenie nie oddaje rodzicom należnej, im czci, nie może trwać w swoim istnieniu. Jest, to jednak bardzo ważne dla katolików. Czy, jednak oznacza ono ,że czcić można jedynie rodziców, zajmując się osobiście nimi. Zacytuję, więc komentarz kolejnej osoby: >KATOLICY !!!!!!, czy zwyrodnialcy!!!!!!!! K.C. " IV przykazanie B..e brzmi : Czcij ojca swego i matkę twoja abyś długo żył na ziemi którą B.g da tobie ", szanuj bliźniego swego jak siebie samego. ...........>Dokładnie, rodzice dla najbliższego bliźniego swego, czyli dziecka, powinni się nawet poświęcić i nie skazywać ich na mękę i cierpienie. Natomiast dzieci szanując i kochając rodziców powinni zapewnić, im jak najlepsze warunki leczenia i opieki aby u schyłku życia nie trapiły ich żadne troski. Wątpię, aby skazywanie siebie i swojej rodziny na męczarnie sprawiało radość kochającym rodzicom/dziadkom. Aby widząc, jaki stanowią ciężar przypominali, im przykazania i patrzyli jak wnuki zamiast dostawać więcej od losu niż oni sami dostają mniej. Mnie, by szlag trafił jak bym odbierał coś swojemu wnukowi w imię przykazań............". Właśnie strach, przed potępieniem z punktu widzenia katolików, powstrzymuje także dzieci przed umieszczaniem ich w Domach Pomocy Społecznej. Nic bardziej błędnego, z tą wypowiedzą się w pełni zgadzam. Zapewnienie, właśnie jak najlepszych warunków leczenia i opieki, nie kosztem własnej rodziny i swego zdrowia jest naprawdę oddaniem czci należnej swemu ojcu czy matce. Inne interpretacje należą do tak zwanych katolików, nad interpretatorów, którzy nigdy nie znaleźli się w podobnych sytuacjach, a potrafią tylko oceniać zamiast działać. Jak, bowiem tłumaczyć fakty, że w naszych domach zamieszkują także rodzice księży katolickich, którzy nie są w stanie zapewnić, im innej opieki. My jednak, nie zapominając co dla nas zrobili rodzice i co, im zawdzięczamy, nie podejmujmy w zamian heroicznej walki o zapewnienie, im godnej starości , kosztem własnej rodziny i własnego zdrowia. Skorzystajmy z placówek, zapewniających, im godną starość, będąc w stałym kontakcie z nimi.(m.f)15.03.2013


« powrót

Dodaj nowy komentarz