Wyszukiwarka

Nie mówmy o "oddawaniu rodziców" do domu opieki społecznej.............

2014-08-16 10:53:31, komentarzy: 0

                        Język ma dużą moc oddziaływania na nasz sposób myślenia i działania. Nie mówmy o "oddawaniu rodziców" do domu opieki społecznej, ale o zapewnieniu im odpowiedniej opieki, której sami zapewnić nie możemy.

Chciałabym zwrócić uwagę na konsekwencje funkcjonowania w naszym języku sformułowania "oddam mamę (tatę, babcię, dziadka lub kogokolwiek innego) do domu opieki". Ze sformułowaniem tym spotkać się można wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z ludźmi wypowiadającymi się na temat opieki nad osobami starszymi. Rozmowa w gronie rodziny i przyjaciół, ale także program w telewizji, artykuł w prasie - o przykłady nie trudno. Na forach internetowych rodziny starszych, schorowanych ojców i matek zastanawiają się nad tym, czy "oddać ją (lub jego) do jakiegoś zakładu albo domu starców, bo wszystkim nam brakuje już siły, by dłużej się nią (lub nim) zajmować". W artykule Anny Twardowskiej z "Gazety Wyborczej" (z 14 czerwca br.) jeden z lekarzy mówi: "( ) Ale oddanie babci czy dziadka do domu pomocy społecznej wydaje się dwuznaczne, bo co powiedzą inni?".

                        Słowo "oddać" to inaczej: przekazać, zwrócić, podarować, odstąpić, dostarczyć. Czy używanie go w sytuacji, gdy mowa jest o drugim człowieku, który, choć stary, schorowany, często uciążliwy dla otoczenia, bo już niewiele może dać, a tak wiele potrzebuje - pomocy, zrozumienia, cierpliwości - jest adekwatne? Oddawać książkę do biblioteki, butelki do skupu czy krew do badania - to rozumiem. Ale czy można oddawać gdzieś jakiegokolwiek człowieka? Nie oceniam nikogo, bo wiem, że często powtarzamy pewne rzeczy niejako automatycznie, bez większego namysłu. Proszę jedynie o chwilę refleksji.
                              Wydaje mi się, że, mówiąc o "oddawaniu kogoś", dokonujemy uprzedmiotowienia takiej osoby. "Oddajemy kogoś" tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś bezwolnym, nie myślącym, nie czującym, pobawionym własnego zdania, zależnym od innych przedmiotem, który nie może sam decydować o swoim losie. "Oddajemy kogoś" do domu opieki (najczęściej chodzi tu o dom pomocy społecznej) czyli pozbywamy się czegoś, co jest dla nas kłopotliwe, niepotrzebne albo po prostu z jakiegoś powodu nie możemy lub nie chcemy tego dłużej mieć. Oddajemy, a to, co oddaliśmy, już nie jest nasze. Nie jest naszym zmartwieniem, nie od nas zależy, co się z nim dalej stanie - teraz ktoś inny za to odpowiada. Ten ktoś, np. pracownik domu pomocy społecznej, "bierze" tego, kogo "oddajemy", zaś potem, jeśli się szybko nie zreflektuje, że ten schorowany, słabo słyszący i poruszający się z dużymi trudnościami "oddawany", to CZŁOWIEK (myślący, czujący podmiot), zaczyna go traktować, jak coś, co "dostał". Czy nie tak robi się z tym, co nam "oddano"? A ten "oddany", cóż, nierzadko nie pozostaje mu nic innego, jak stać się, zgodnie z tym, czego się od niego oczekuje, owym bezwolnym przedmiotem, który w tej całej sytuacji nie ma nic do powiedzenia.
                                    Wiem, że dużo osób naprawdę i dosłownie "oddaje swoich bliskich" do domów opieki. Zwracam się jednak głównie do tych, którzy bezrefleksyjnie kopiują ich sposób mówienia, gdy rozmawiają tak naprawdę o "zapewnieniu opieki" swojej mamie czy tacie. A także do wszystkich, którzy wypowiadają się w tej kwestii publicznie i mają jakikolwiek wpływ na kształtowanie naszej społecznej świadomości i wrażliwości.
                                     Może ta subtelna zmiana w języku coś by zmieniła? Może podejście ludzi do całej kwestii byłoby nieco inne? Osoba starsza byłaby traktowana bardziej podmiotowo. Dzieci, które "nie oddawałyby rodziców", byłyby bardziej skłonne do tego, by odwiedzić matkę czy ojca, zainteresować się ich zdrowiem, wziąć większą odpowiedzialność za to, w jakich warunkach żyją. Pracownicy domów pomocy społecznej z większym szacunkiem podchodziliby do takich ludzi, a ich rodziny nie musiałyby się borykać z poczuciem winy czy wstydem, gdy sąsiedzi albo dalsi krewni zapytają o to, gdzie jest dawno nie widziana babcia czy dziadek.
                               Język ma dużą moc oddziaływania na nasz sposób myślenia i działania. Nie gódźmy się zatem na żadną formę uprzedmiotowienia człowieka starszego, nawet tą językową.


                      Cały tekst stanowi przedruk z artykułu: Justyna Przybyszewskiej zamieszczony w Gazecie Wyborczej:http://wyborcza.pl/1,76842,10021109,O__oddawaniu__rodzicow.html#ixzz39EbqukWw ( pobrano 2.08.2014)

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz