Wyszukiwarka

O wszystkim po troszeczku; o czytelnikach mej Strony, pracownikach Domów, szkoleniach i mojej roli jako Pracowniku Pierwszego Kontaktu.

2014-03-30 11:46:27, komentarzy: 0

 

W dniu dzisiejszym poruszę kilka wątków z pracy Domów, zebrało mi się tak na podsumowania, ponieważ taki też tydzień mnie czeka. W środę kolejne podsumowanie półrocznej pracy z moim podopiecznym Mieszkańcem na posiedzeniu Zespołu Terapeutyczno -Opiekuńczego. Oczywiście, zmieniam na posiedzeniu Zespołu role i tym razem występuję jako Pracownik I Kontaktu.
Przeglądając statystyki odwiedzin na mojej Stronie " Pomagajmy - Skutecznie", stwierdziłem ,że zapanowało dość duże ożywienie w odwiedzinach. W tym miesiącu padają dzienne rekordy odwiedzin o ilości odsłon nie wspomnę. Najbardziej poczytne strony, to Aktywizacja Mieszkańca, Potrzeby Mieszkańca Domu, Zespół Terapeutyczno - Opiekuńczy. Jak, więc widać potwierdza się moja teoria, że brak jest szkoleń z zakresu tych podstaw pracy w Domu Pomocy Społecznej. Może, to wynikać z zbyt dużej fluktuacji pracowników w Domach Pomocy, co nie musi budzić naszego zdziwienia. Pracownik Domu Pomocy Społecznej, chociaż wykonujący bardzo ciężką i odpowiedzialną pracę nie jest za bardzo ceniony przez władze. Cóż, to bowiem za elektorat, ważniejsi są urzędnicy, bo razem z rodzinami stanowią ogromną rzeszę. Niedostrzeganie tej ciężkiej pracy wykonywanej przez pracowników w Domach Pomocy Społecznej na pewno będzie miało swoje konsekwencje, kiedy rynek pracy się ustabilizuje. A przecież do tego zdążamy. Przy takim traktowaniu jak się nic nie zmieni , a dla tych wykształconych ludzi będzie inna praca, w Domach wzorem zachodu dominować będą emigranci, narodowości nie będę wymieniał. Jest, to jednak przykra rzeczywistość, która poważnie utrudnia funkcjonowanie Domów. Brak stabilności kadr w naszej pracy, to podstawowy przejaw mało poważnego traktowania naszej pracy, co ma oczywiście odzwierciedlenie głównie w płacach. Dlatego też, nie dostrzega się tego zjawiska fluktuacji kadry w systemie szkolenia pracowników Domów. Więcej potrzeba szkoleń z tych podstaw "fundamentów" w pracy Domu ,a nie z zaawansowanych teorii. Dlatego też pracownicy Domów , szukają wiedzy w Internecie, co mogę stwierdzić sam po ilości odwiedzin na mojej stronie , po tematach , które cieszą się największym zainteresowaniem. Pomimo przeznaczania ogromnych funduszy unijnych, na kształcenie kadry pomocy społecznej, wiele szkoleń jest nietrafionych, prowadzonych przez teoretyków nie znających specyfiki pracy Domów. O kierunkach nauczania takich jak Opiekun w Domu Pomocy Społecznej , już nie wspomnę. Tak naprawdę absolwentów tych kierunków nie spotykam wśród chętnych do pracy w Domu, a jeśli znajdą się pojedyncze przypadki, to ich przygotowanie jest czysto teoretyczne, ponieważ miesięczna praktyka, im już nie pomoże, znają podstawy opieki i pielęgnacji. Brak, im podstawowej wiedzy z zakresu standardów obowiązujących w Domu i pracy z podopiecznym. Tak naprawdę nie wiadomo kto zatwierdza programy nauczania na tych kierunkach na pewno nie praktycy. A, gdzie są absolwenci? na pewno nie w kraju. Tak naprawdę przygotowujemy za unijne pieniądze pracowników do pracy w krajach członkowskich Unii, szkoda, że nasze Domy mają z tego mało korzyści. Tak naprawdę, to powiem, ze dość ostro mi się , oceniło nasz system kształcenia, lecz co województwo, to jest inaczej. Wystarczy poszperać w Internecie, aby ocenić z jakich województw wychodzą, chociażby materiały pisane. Z różnych przyczyn nie będę ich tu wymieniał, każdy ma możliwość sprawdzenia samemu. I na tyle o docenianiu poprzez wynagradzanie pracowników pomocy i systemie kształcenia w zarysie.
Wrócę teraz do mojej oceny pracy jako pracownika I Kontaktu z moim podopiecznym w ostatnim półroczu. Ocena ta zapowiada się niezbyt różowo. Czy mogło być inaczej?. Trudno ocenić, dokona tego Zespół Terapeutyczno- Opiekuńczy. Muszę jednak stwierdzić ,że był to dla mnie najtrudniejszy okres od chwili podjęcia się tych obowiązków. Osobom, które nie pamiętają przypomnę , że mego podopiecznego prześladuje ciężka choroba jaką jest Zespół Uzależnienia Alkoholowego. Dlatego też, wszystkie pozytywne efekty uzyskane w wspólnej pracy , w ciągu jednej godziny może zniweczyć ta choroba. Jeszcze podczas omawiania mego podopiecznego 6 miesięcy temu nic nie zapowiadało tego, że wszystko, co napisaliśmy w planie wspierania stanie się częściowo nieaktualne. A, kto jest głównym sprawcą, jak zwykle alkohol. On, to bowiem odbiera zdroworozsądkowe rozumowanie i to ,że żadne inne sprawy w życiu nie mają znaczenia. Rok szkolny rozpoczął z wielkim zapałem. Na wstępie okazało się ,że kierunek terapeuta uzależnień, to zwykła fikcja, ponieważ nie daje on żadnych uprawnień do niczego. Ja, to mu tłumaczyłem wcześniej, ale mi nie do końca wierzył. Uznał bowiem, jeśli tak znana szkoła go zapisała, to tak jest. Po spotkaniu z dyrektorem szkoły, okazało się, że tak naprawdę nie wiadomo co mu ten kierunek daje, zrezygnował, więc. Pozostała informatyka, do której sie bardzo zapalił. Niestety, na początku, późnej było coraz gorzej, opuszczane zajęcia i wyjazd do znajomych do Anglii zniweczył plany. Jak mnie, jednak zapewnia zaczyna wszystko od nowa, twierdzi, że na zajęcia zaczął chodzić. Przełomem w tym omawianym okresie, była pamiętna dla niego wizyta brata ,mającego ten sam problem, a zamieszkałego poza Bydgoszczą. Popili bardzo mocno razem, brata musiała z terenu Domu zabrać siostra, która powiadomiłem o problemie. W moim podopiecznym pojawiła się potworna agresja, która wyładował na swym współlokatorze. Także z tym samym problemem, ale poważniej chorym. Interweniowała Policja, jednak współlokator nie wniósł zarzutów. Trzeba było ich rozdzielić. On tak naprawdę dowiedział się co sie stało dopiero po rozmowie ze mną. I jak to u alkoholika, powstał nowy problem, który trzeba było zapijać. Każda okazja i wytłumaczenie jest dobre. Jednak miarka się przebrała, kiedy on był pod wpływem alkoholu, a ja wszedłem do jego pokoju, próba rozmowy i okazana agresja zmusiły mnie do podjęcia niełatwej decyzji. Wezwałem Policję aby zabrała go do Izby Wytrzeźwień. Nie była, to łatwa decyzja, ale do dzisiaj uznaję ,że jedyna jaka mogłem wówczas podjąć. Po powrocie długa rozmowa, przyniosła pewien efekt. W związku z tym ,że od bliskich znajomych otrzymał zaproszenie, na święta do Anglii, wraz z opłaconym biletem lotniczym, pojechał. Wrócił w nowym roku, od razu do swego pokoju i swego dawnego współlokatora. Powiem, szczerze rozczulił mnie, kiedy to w Sylwestra około 23.00 zadzwonił do mnie z Anglii z życzeniami. Jak się okazało byłem jedyną osoba, do której zadzwonił. Nie zadzwonił nawet do siostry. I co było w tym szczególnego, zamartwił się o swego współlokatora, czy ma już naprawiony dekoder do telewizora. Może, to szczegół, ale ważny. Bo jest to w gruncie dobry człowiek, tylko jeden warunek musi być trzeźwy. Ze względów zdrowotnych, na prośbę lekarzy ze szpitala, jego współlokator musiał zostać przeniesiony do pokoju jednoosobowego. Pozostał, więc w pokoju sam, oczekując na nowego współlokatora. Jednak fakt, ze jest to człowiek bardzo sprawny, proszony jest o zakup alkoholu, dla innych współmieszkańców. Nie potrafi odmówić, on po prostu wstydzi się powiedzieć ,że nie powinien pić. Cały czas motywuje go w tym, aby traktował takową odmowę, jako coś ważnego. W międzyczasie odbyłem rozmowę z siostrą mego podopiecznego, była to długa i konstruktywna rozmowa. Ustaliliśmy wspólny plan oddziaływania . Następnie rozmowa siostry i brata przyniosła oczekiwane, ale nie wiadomo na jak długo oczekiwane efekty. Nasze prawie codzienne rozmowy, także służyć maja wspieraniu go w tym co dobre i nie omijając tematów trudnych. Coś się zmienia. Mój podopieczny postanowił dokonać jak ja, to nazywam metamorfozy osobistej, jak i w swym otoczeniu. Wystąpił, podczas spotkania z okazji Dnia Kobiet. Recytując tekst, z własnym talentem aktorskim, który niewątpliwie posiada. A co najważniejsze, oprócz tego, że od pewnego czasu zachowuje abstynencję. Zmienił całkowicie własny wizerunek, ubiera się w garnitury, chodzi po Domu jak "gość". Zauważyli już, to wszyscy. Zaczął dbać o własny pokój, takiego porządku nigdy w tym pokoju nie było. W rozmowie skłoniłem go do zgłoszenia się do lekarza i wykonaniu wszystkich badań, doraźnie lekarz zlecił leki. Po oporach przyjmuje je. Obiecuje ,że picie jest już poza, nim, jednak co znaczą słowa, a nie czyny osoby uzależnionej, to wie każdy. Zobaczymy co powie podczas posiedzenia Zespołu, pewnie to samo. Jak długo ten stan będzie trwać, nie łudźmy się nie długo. Ten "diabeł" jak on, to mówi , który go cały czas sprowadza na złą drogę, długo mu nie pozwoli tak żyć. Jednak taka chwila jest także ważna, chociaż dwa , trzy tygodnie, a nawet miesiąc wyrwane ze szponów nałogu są ważne. I co chce podkreślić nie dla mnie, ale dla niego. Bo w tych całych naszych wspólnych zmaganiach nie chodzi o to, aby się mieć czym pochwalić, ale aby zapewnić jak najwięcej trzeźwych dni. Myślę, że może to kiedyś nastąpi, a ja jako pracownik pierwszego kontaktu, będę miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku, mając satysfakcję ,że pomogłem drugiemu człowiekowi. By sprawiedliwości stało się zadość, muszę tu podkreślić   dobrą współpracę w realizacji planu wspierania przez wszystkich członków ZTO, szczególnie specjalistów. Ważną dla mego podopiecznego osobą jest Pani Psycholog i tak też powinno być. Praca w Domu jest pracą zespołową, a Pracownik Pierwszego Kontaktu jest jedynie koordynatorem realizacji zadań przy konkretnym podopiecznym.(m.f) 30.03.1014

« powrót

Dodaj nowy komentarz