Wyszukiwarka

Praca z podopiecznym w ramach pierwszego kontaktu , może być źródłem satysfakcji !.

2014-04-11 18:51:01, komentarzy: 0

 

W jednym z ostatnich tekstów, wspominałem ,że wraz z moim podopiecznym, dla którego pełnię funkcję pracownika pierwszego kontaktu, składam sprawozdanie z realizacji planu wspierania na posiedzeniu Zespołu Terapeutyczno-Opiekuńczego.  Napisanie sprawozdania , poprzedziły opinie na temat realizacji poszczególnych zadań przekazane mi przez specjalistów. Oczywiście, po kilku wspólnych rozmowach z Mieszkańcem, gdzie poruszaliśmy wszystko, co wydarzyło się w tym półroczu, bardzo szczerze i otwarcie. A ,było o czym rozmawiać, bo był to okres, kiedy mój podopieczny sięgał przysłowiowego dna, do kompletnej metamorfozy, wizerunkowej i nie tylko. Pisałem już o tym. Wspólnie stwierdziliśmy , że był to najgorszy okres w naszej współpracy. Jednak dzięki solidnej pracy, możemy w końcu spojrzeć optymistycznie w przyszłość. Jeśli w pracy z osobą uzależnioną można tę przyszłość przewidzieć?. Jednak trwa, to już czwarty tydzień, gdzie niektórzy patrzą z niedowierzaniem na mego podopiecznego. Praktycznie do dnia dzisiejszego, a w dniu dzisiejszym mija czwarty tydzień abstynencji, możemy pochwalić się, bardzo konsekwentną realizacją planu wspierania. Największe zdziwienie budzą u wszystkich jego zmiany wizerunkowe osobiste i w jego otoczeniu. Schludny ubiór, koszula , garnitur, zawsze czyste, w pokoju czysto, że z przyjemnością można wypić wspólną kawę i brak zapachu papierosów. Palić pali, ale e-papieros. O dziwo , także podczas posiedzenia Zespołu, nie doszło miedzy nami , co się zdarzało pierwszy raz do rozbieżności zdań. Szczególnie rozbieżności dotyczyły picia alkoholu oraz leczenia i współpracy z terapeutami uzależnień. W tych tematach, ma on, bowiem zawsze swoje, uzasadniane w sposób naukowy "znachorski" sposób leczenia tej okrutnej choroby. I w tym momencie można powiedzieć otwarcie i z pełną odpowiedzialnością. Pełnienie roli pracownika pierwszego kontaktu może dawać satysfakcje z włożonego wysiłku w jej wypełnianie. Tym bardziej jest to istotne, kiedy namówienie go do wykonania serii badań, wykryło groźne schorzenie. Gdyby było nieleczone i niezdiagnozowane, konsekwencje byłyby tragiczne. I, to kolejny wątek właśnie z tego dnia, ponieważ dla mego podopiecznego zakończył się on skierowaniem do szpitala. Chodziło głównie o diagnozę bardziej szczegółową. Na szczęście po dwóch dniach badań powrócił do Domu. I tu kolejna satysfakcja, intuicja, troska o swego "pijącego" podopiecznego , konsekwencja w działaniu pozwoliła zapobiec groźnej chorobie. A co, by było, gdyby nie to , że dał się namówić na przeprowadzenie serii badań. Lepiej nie mówić. Teraz kolejny etap pracy , długie dysputy na temat leczenia lekami. Ma on, bowiem znów odrębne zdanie na ten temat. Ostatnio zrobił mi wykład, podpierany literaturą na ten temat. Bo nie da się ukryć, że jak jest trzeźwy, to z jego wiedzą trudno konkurować i przyjemnie go słuchać. Biegnie ona, jednak w kierunku niekonwencjonalnych form leczenia. Pracy z własnym umysłem i panowanie nad swym ciałem. Jego dysputy na ten temat, można słuchać bez końca. I ten czwarty tydzień w abstynencji, można powiedzieć cóż, to wielkiego. Ja powiem szczerze w warunkach życia w rodzinie może i niewielki wyczyn, ale żyjąc w takiej, a nie innej zbiorowości, to sukces. Jest on, bowiem kuszony codziennie alkoholem, jego koledzy, z którymi pił, mają ciągle ten sam wpływ na niego. On sam przyznaje się do tego, że ciężko przechodzi czas , kiedy wie, że koledzy piją. Ja go w tym co robi obecnie wspieram jak tylko mogę. Codzienne długie rozmowy , umacnianie go w jego postępowaniu przynoszą rezultaty. Na jak długo?, nie odpowiem na, to pytanie. Mogę sie spodziewać, że któregoś dnia rano usłyszę ,że wśród pijących alkohol był mój podopieczny. I w tym dniu po obiedzie, nie odwiedzi mnie z informacją, że wszystko jest w porządku. Spodziewam się, że będę musiał powalczyć, aby wyrwać go z tego szatańskiego nałogu i przerwać mu tzw ciąg. Mogę uznać z pełną stanowczością, że już w tej chwili każdy jego dzień bez alkoholu, to sukces. Sukces głównie jego, z moim gdzieś w tle. Jednak i dla mnie jest to satysfakcja. Na razie jest ok, jutro idzie do szkoły i mówi, że się nic nie zmieni. Czas pokarze, jak będzie dalej. I Powiem szczerze, praca w tej roli, widząc drobne sukcesiki, nie jest dla mnie zbytnim obciążeniem, jak to niekiedy mówią pracownicy wybrani do pełnienia tej roli.
A ten czas biegnie szybko, za tydzień juz święta, przyszły tydzień, to czas wielkich przygotowań w Domu. Ale o tym w następnym tygodniu.

« powrót

Dodaj nowy komentarz