Wyszukiwarka

Satysfakcję mieć można! Tyko trzeba na nią ciężko pracować.- Moja praca jako pracownika pierwszego kontaktu.

2014-06-07 16:22:45, komentarzy: 0

 

                           Planowałem zupełnie inny temat dzisiejszego tekstu, ale pewien telefon zmienił moje plany. Postanowiłem go poświecić tematyce satysfakcji z pełnienia funkcji pracownika I kontaktu. Bo jak się okazuje, co dla mnie nie jest zaskoczeniem mieć ją można. Wspominałem wcześniej, że jako osoba zajmująca sie tą tematyką od kilku lat, nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie pełnię funkcje pracownika pierwszego kontaktu dla Mieszkańca mego Domu. Podjąłem się tej funkcji nie dlatego , że chciałem to robić. Podjąłem się dlatego , że Mieszkaniec dokonał takowego wyboru. A nie wybrał mnie, dlatego, jestem dyrektorem Domu. Ja z, nim wcześniej pracowałem wspomagając jego ówczesnego pracownika I kontaktu, w jego wysiłkach w zwalczaniu skutków okropnej choroby, choroby alkoholowej. Jego poprzedni pracownik nie za bardzo wierzyła w powodzenie pracy z, nim. Wiem, bo i to czułem ,że jako psycholog z niedowierzaniem patrzyła na moją pracę z, nim w tym zakresie. Niestety, dawał on wówczas liczne powody, aby tak czynić . Pomimo leczenia pił. Jednak po odejściu pracownika z naszego Domu musiał, zdecydować, kto powinien prowadzić go przez domowe życie. Zdecydował się na mnie, nie mogłem odmówić albo też i nie chciałem. Bo i tak liczne skargi na niego ze strony współmieszkańców musiałem rozstrzygać. Postanowiłem robić, to w dwóch rolach, choć wbrew własnemu przekonaniu wówczas, czy dyrektor powinien tę funkcję pełnić. Przedtem podczas szkoleń mówiłem ,że nie. Po zastanowieniu stwierdziłem, że będzie to wymagało może więcej ostrożności w traktowaniu podopiecznego względem innych mieszkańców , ale tę funkcje można pogodzić. Najbardziej istotne jest to, czy są wyniki tej pracy. A wyniki się pojawiają i mogę sam stwierdzić, że nie jest to łatwa praca, ale dająca satysfakcję. Co, jednak należy spełnić, aby te wyniki uzyskać. Przede wszystkim konsekwencja w działaniu, odrobina zaufania dla podopiecznego oraz poświecenie mu czasu. Ja tak uczyniłem, zrozumiał, że jestem konsekwentny i nie mam dla niego taryfy ulgowej, kiedy osobiście poleciłem, gdy był pijany wezwać policję , która zabrała go do "wytrzeżwiałki". Praktycznie w pokoju pozostał sam, kiedy to jego współlokator musiał przejść na prośbę lekarzy do pokoju jednoosobowego. Był, to czas próby. Mój podopieczny go prawie zdał. Praktycznie nie pił, walczył z sobą, nie zapraszał do swego pokoju gości na picie, czego się obawiałem. Wspólnie z panią psycholog, która w przeciwieństwie do poprzedniej wspiera mnie w mych działaniach, nie traktuje ich jako bezsensownych, wspieramy go, ile się da. Z trudem, ale muszę codziennie wygospodarować chwilę na rozmowę z, nim, twierdzi on, że są to rozmowy, które go bardzo wspierają. A nie są, to rozmowy łatwe, bo nie ma tam kamuflowania niczego , rozmawiamy otwarcie i szczerze. I o dziwo praktycznie nie pije, nie powiem, że wcale ale na akceptowalnym poziomie. Nie mówiąc ,że przeszedł metamorfozę wizualną. Jest zadbany , potrafi się schludnie ubrać. Ja wiem ,że nie wszystkim się to podoba, szczególnie współmieszkańcom, którzy nie chcą zerwać z nałogiem. Próbują naciskają, aby go skusić, to normalne w instytucji totalnej jaką jest dom. A on, co mu cały czas uzmysławiam walczy z sobą i pokusami ze strony kolegów. Na razie skutecznie. Dlatego spotkała go nagroda, czekał w kolejce na oficjalny pokój jednoosobowy i właśnie w czwartek go otrzymał, na razie na rok, podpisaliśmy kontrakt. Jest, to kolejna próba. Kolejny przekaz dla niego, człowieku nie pijesz twe życie się zmienia. I ten telefon, dzisiejszy do mnie, informujący, że w szkole pomaturalnej zaliczył z informatyki semestr na ocenę dobrą. I, to największa moja satysfakcja w prowadzeniu go jako pracownik I kontaktu, już dawno kupiliśmy za jego pieniądze laptopa, ma Internet i faktycznie z niego korzysta. Wynik zaliczenia o tym świadczy. Tylko i on i ja zdajemy sobie sprawę , że przy tej chorobie trzeba być czujnym. Sukcesy cieszą, ale mogą stać się też okazją do wypicia. Kiedy zadzwonił do mnie, przepraszał ,że w wolnym dniu mnie zajmuje, ale jednocześnie stwierdził , no z kim ma sie podzielić tą radosna dla siebie wiadomością, tylko ze swym I kontaktem. I tu serce rośnie, kiedy w pełnieniu tej funkcji mieszkaniec postrzega swego pracownika jako przyjaciela , któremu może zaufać i odwrotnie. Dlatego też i sam chciałem się z mymi czytelnikami podzielić tą wiadomością. Tym bardziej, że ukazał się nowy numer Kwartalnika Opieki Długoterminowej" MEDI" z moim artykułem o Roli Zespołu Terapeutycznego i właśnie Pracownika I kontaktu. I z satysfakcją powiem, nie ma tam teoretycznych rozważań.
A tak w ogóle, to ostatnio jakoś tak się dzieje ,że w końcu zaistniała dobra passa w mej pracy i pewne działania zaczynają przynosić efekty i w Domu i poza, nim . Myślę, że to nie koniec, bo motywują one do lepszej pracy. Gdzieś pewnie leży ich przyczyna, ale do niej jeszcze powrócę.(mf)

 

 

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz